Przemówienie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oficjalnie zainaugurowało obchody jubileuszu 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.  W orędziu do połączonych izb polskiego parlamentu, w obecności rządu oraz wielu dostojnych gości, w tym przedstawicieli kościołów i wyznań,  deputowanych Parlamentu Europejskiego, ambasadorów, generałów, oficerów, przedstawicieli Wojska Polskiego i Policji, prezydent Andrzej Duda stwierdził:  

"Przed stuleciem dla odtworzenia, a potem dla ocalenia Ojczyzny zjednoczył się cały naród. Polacy poszli za przykładem wszystkich sześciu głównych przywódców, których dzisiaj nazywamy ojcami niepodległości. Tych wybitnych ówczesnych indywidualistów dzieliło niemal wszystko, zwłaszcza w sferze polityki. Ale łączyła jedna, fundamentalna idea – suwerenna, niepodległa Rzeczpospolita, wolne, polskie państwo.  Dlatego dzisiaj, w 150. rocznicę urodzin Marszałka Józefa Piłsudskiego, oddajemy uroczysty hołd konspiratorowi i żołnierzowi, dowódcy i strategowi bez reszty oddanemu sprawie wolnej Polski. Czcimy pamięć człowieka o wielkiej odwadze, determinacji i sile charakteru, potrafiącego pociągnąć za sobą do boju tysiące młodych patriotów. Polityka, który mówił: „Chcemy Polski niepodległej, abyśmy tam mogli urządzić życie lepsze i sprawiedliwsze dla wszystkich”. Działacza państwowego, który w pełnej świadomości istniejących wówczas realiów  ubolewał: „Jednym z przekleństw naszego życia, jednym z przekleństw naszego budownictwa państwowego jest to, żeśmy się podzielili na kilka rodzajów Polaków, że mówimy jednym polskim językiem, a inaczej nawet słowa polskie rozumiemy, żeśmy wychowali wśród siebie Polaków różnych gatunków, Polaków z trudnością się porozumiewających (…)”. Czcimy dziś pamięć dowódcy, który 6 sierpnia 1914 roku z zaledwie stu pięćdziesięcioma żołnierzami „Kadrówki” wyruszył z krakowskich Oleandrów w drogę, która doprowadziła cały naród do odzyskania niepodległości – i który sześć lat później dowodził już przeszło milionową polską armią.

Ale z wdzięcznością i szacunkiem wspominamy także Romana Dmowskiego – współtwórcę i niestrudzonego realizatora programu „unarodowienia mas”, upowszechniania postaw obywatelskich, patriotycznych, społecznikowskich. Wspominając swój udział w konferencji pokojowej w Wersalu mówił: „Silne państwo polskie potrzebne jest nie tylko nam do naszego rozwoju narodowego, do urzeczywistnienia naszych celów i spełnienia naszych zadań. Nie mniej jest ono potrzebne do utrwalenia pokoju, a z nim warunków wielkiej pracy cywilizacyjnej całej Europy”. Jakże ta diagnoza w niczym nie utraciła, także i dziś, swojej aktualności.

Nie byłoby niepodległości bez Ignacego Jana Paderewskiego. Ten wybitny pianista i kompozytor wraz z Romanem Dmowskim odniósł spektakularny sukces dyplomatyczny, jakim były postanowienia traktatu wersalskiego dotyczące Polski. Wcześniej tysiącom słuchaczy na całym świecie opowiadał o swojej Ojczyźnie dźwiękami muzyki Chopina. Do Polaków mówił zaś wzruszony: „Nie zginie Polska, nie zginie! Lecz żyć będzie po wieki wieków w potędze i chwale. Dla was, dla nas i dla całej ludzkości”. Swoją charyzmą i gorącym patriotyzmem zainspirował Wielkopolan do zbrojnego powstania, którego sukces na przełomie 1918 i 1919 rok ogromnie umocnił młodą, odradzającą się Rzeczpospolitą.

Ale nie byłoby wolnej Polski, gdyby nie Ignacy Daszyński i jego manifest, wzywający ludność polską do budowy „gmachu niepodległej i zjednoczonej Rzeczypospolitej”, do zajęcia „należnego miejsca w rodzinie wolnych narodów”, do przyjęcia roli „gospodarza na swojej własnej ziemi”. Nie byłoby wolnej Polski, gdyby jego gabinet u progu niepodległości nie podjął idei równości obywateli, powszechnego systemu ubezpieczeń i ochrony praw ludzi pracy – czyli koncepcji, które zadecydowały o ustroju społecznym odrodzonego państwa i zjednały mu bardzo szerokie poparcie. 

Ale suwerennej, niepodległej Rzeczypospolitej nie byłoby i bez Wincentego Witosa, męża stanu, który wiedział, że ostoją polskości i patriotyzmu jest wieś, bo, jak mówił, „Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy wartości dały podstawę do stworzenia państwa”. Zapisał się w naszych dziejach jako najwybitniejszy przywódca ruchu ludowego, trzykrotny premier późniejszej II Rzeczypospolitej i człowiek, który dla sprawy wolności wiele poświęcił i wiele wycierpiał – w przekonaniu, że „Polska winna trwać wiecznie”.

Cześć i pamięć pokoleń należą się również Wojciechowi Korfantemu, a w jego osobie także wszystkim działaczom ruchu plebiscytowego na Śląsku oraz uczestnikom powstań śląskich. U zarania niepodległej Rzeczypospolitej, w swoim ostatnim przemówieniu w pruskim jeszcze Landtagu mówił: „My, Polacy, od pierwszej chwili, gdyśmy do tego parlamentu wstąpili, uważaliśmy się zawsze za przedstawicieli narodu polskiego”. A w wolnej już Polsce, Polsce, która dzięki niemu i bohaterskim polskim Ślązakom odzyskała Górny Śląsk, mówił: „Zdobyliśmy najcenniejszą część [Górnego Śląska] i poszliśmy do Polski dobrowolnie, przynosząc jej w darze bogate wiano”."

Materiał opublikowany w portalu TVP Parlament.